- A dla kogo mam żyć - pyta
„— A dla kogo mam żyć — pyta z płaczem.
Jak gdyby w odpowiedzi zjawia się i drugi syn, trzynastoletni Marian. Staje obok brata i jak Waldek z troską patrzy na matkę. Wszyscy teraz milczą a więc ja, obcy tutaj, muszę powiedzieć, po prostu muszę, choć zabrzmi to może zdawkowo, może banalnie, że i Krystyna i Kazimierz mają dla kogo żyć. Właśnie dla tych dwóch synów.
Krystyna powoli zbiera rzeczy Barbary, odkłada na miejsce, na wciąż jeszcze stałe miejsce na krześle w kącie, prosi do drugiego pokoju
— To też był pokój dla niej...
Stoi tu trzydrzwiowa szafa, także na wysoki
połysk, stół, krzesła i kwietniki — jeden z palmą. Na ścianach dwa obrazy Serce Matki Boskiej i Serce Jezusa. Ten drugi Krystyna zdejmuje z gwoździa, odwraca. Na grubym papierze, jakim podklejono reprodukcję oprawioną w złocone ramy jest data 13.XI. 1981 i podpisy. Na pierwszym miejscu seniorka rodu Genowefa Zabłocka, dalej Kazimierz Zabłocki — głowa rodziny, Krystyna Zabłocka i... Marian Szarzyński.
— Przyjęliśmy go do rodziny — głos Krystyny brzmi tym razem głucho, jak w beznamiętnej relacji. — Uważaliśmy za swojego. On o sobie też mówił jestem wasz.
Tak było. Jeszcze 3 maja, na cztery dni przed popełnieniem zbrodni, przyszedł do Zabłockich — Barbary nie było wtedy w domu — i krótką rozmowę zakończył uroczystym zapewnieniem byłem wasz i jestem wasz.“(3)